en
en

Cruise Shipping Miami 2009

Jak co roku, w połowie marca w Miami odbyły się najważniejsze i największe na świecie targi turystyki morskiej - Cruise Shipping Miami 2009. Do Miami przyjechali wszyscy najważniejsi związani z organizacją i obsługą turystycznych rejsów morskich.

Jak co roku, w połowie marca w Miami odbyły się najważniejsze i największe na świecie targi turystyki morskiej - Cruise Shipping Miami 2009. Do Miami w dniach 15-19 marca przyjechali wszyscy najważniejsi związani z organizacją i obsługą turystycznych rejsów morskich.

Ośrodek nowojorski Polskiej Organizacji Turystycznej uczestniczył w Cruise Shipping Miami po raz siódmy, występując pod szyldem Cruise Poland - Polish National Tourist Office, a stoisko znajdowało się w sektorze Criuse Europe, organizacji skupiającej ponad 100 portów morskich w Północnej Europie, w tym Gdynię, Gdańsk i Szczecin-Świnoujście. Na stoisku byli także przedstawiciele portów Gdynia i Szczecin – Świnoujście oraz Balic Gateway, czołowego organizatora lądowych programów pobytu pasażerów statków w portach bałtyckich. Szkoda, że zabrakło przedstawicieli instytucji zajmujących się promocją miast i regionów polskiego wybrzeża. Ich nieobecność można skomentować cytowanymi wcześniej słowami prezesa Carnival Cruise Lines

 

Wbrew panującym minorowym nastrojom w całej branży turystycznej, tutaj zarówno w trakcie dorocznej debaty o stanie światowej turystyki morskiej, jak i w czasie licznych sesji konferencyjnych i seminaryjnych wyrażano się z optymizmem o najbliższej i dalszej przyszłości. I słusznie, bo według raportu zaprezentowanego przez Rcharda Sasso – przewodniczącego komisji marketingu Cruise Lines International Association (CLIA), skupiającej 80% światowych operatorów rejsów morskich, rok 2008 zamknął się liczbą 13.1 miliona osób uczestniczących w ich rejsach, tj o 3.5% więcej niż w 2007 roku, a według aktualnego zaawansowania rezerwacji, w roku 2009 z imprez turystyki morskiej obsługiwanych przez CLIA skorzysta co najmniej 13.5 miliona pasażerów.

W stoczniach czeka na wykończenie i włączenie do eksploatacji jeszcze w tym roku 14 statków, w które linie żeglugowe zainwestowały blisko 5 miliardów dolarów, w tym gigantyczny Oasisis of the Seas o pojemności 228’000 BRT i mogący zabrać 5400 pasażerów. Dla porównania słynny polski Batory miał 14’280 ton pojemności i zabierał 760 pasażerów.

W latach 2010 – 2012 do eksploatacji wejdzie dodatkowo 38 statków wartości ponad 21 miliardów dolarów, w tym, w 2010 roku, nowa Queen Elizabeth. Wprawdzie głównym kierunkiem rejsów pozostaje basen Morza Karaibskiego, a następnie Alaska, to Europa z Morzem Śródziemnym i Bałtyckim umocniła swoją pozycję jako trzeci kierunek rejsów morskich armatorów amerykańskich.

Michael Pawlus – Dyrektor d/s Planowania Seabourn Cruise Line, amerykańskiego operatora luksusowych rejsów zapowiada realizację 88 rejsów bałtyckich w 2009 roku i 116 w 2010 roku, a John Tercek - Wiceprezydent wprawdzie mniej luksusowego, ale za to znacznie większego Royal Caribbean International mówi o skierowaniu w lecie na wody europejskie 16 z ich 38 statków.

Amerykanie stanowią w dalszym ciągu dominująca klientelę rejsów w skali światowej wypełniając 78% wszystkich sprzedanych miejsc. Przemysł turystyki morskiej w Stanach Zjednoczonych to 37 miliardów dolarów obrotów i 354’000 miejsc pracy.

 

Jako główne przyczyny silnej i cały czas wzrostowej pozycji rejsów morskich (średni roczny wzrost w ostatnich latach wynosił 7.4%) większość mówców wymieniała bezpieczeństwo finansowe ich uczestników wyrażające się opłacaniem wszystkich usług w dolarach, a więc brakiem narażania się na fluktuacje kursów walut, bardzo daleko posuniętą elastyczność cenową operatorów (zniżki sięgające 50%), skuteczność promocji (Gerald E. Cahill, Prezes Carnival Cruise Lines powiedział o ewentualnym ograniczeniu wydatków na marketing: „the biggest mistake we could make”), a przede wszystkim wielokrotnie podkreślaną „value”, czyli wartość rejsu morskiego wyrażająca się jego atrakcyjnością w relacji do ceny.

Wartość rejsu morskiego, to także w znacznej mierze sukces imprez lądowych. Wprawdzie uczestnik rejsu morskiego nie wydaje pieniędzy na hotel, ale na jedzenie na lądzie już tak. Nie do pominięcia, zwłaszcza w odniesieniu do turystów amerykańskich jest także ich chęć i przyzwyczajenie do robienia zakupów. Według US Departament of Commerce, 85% motywacji turysty amerykańskiego do odbycia zagranicznej podróży jest związana z chęcią zrobienia zakupów. Ale najważniejszy powód do szczególnego przyłożenia się do jak największego uatrakcyjnienia pobytu uczestnika rejsu w mieście portowym to wzbudzenie w nim chęci i potrzeby odwiedzenia tego miejsca ponownie, już nie jako pasażera statku, ale turysty mieszkającego w hotelu i spędzenia więcej czasu na korzystaniu z lokalnych atrakcji. Według badań CLIA, co najmniej 45% pasażerów rejsów przyjeżdża później do tych miast i regionów, które wzbudziły w nich szczególne zainteresowanie w czasie rejsu. Tak więc jakość obsługi i troska o zapewnienie odwiedzającym pasażerom jak najlepszych wrażeń oraz dotarcie do nich z atrakcyjną ofertą turystyczną powinny stanowić absolutny priorytet przy ich obsłudze w czasie pobytu na lądzie.

 

W 2009 roku do 3 polskich portów powinno zawinąć łącznie ok. 140 morskich statków wycieczkowych różnej wielkości i różnego standardu. W Tallinie będzie ich ok. 300, a w najbardziej popularnych bałtyckich portach: St. Petersburgu, Kopenhadze i Sztokholmie jeszcze więcej. Na niedowartościowanie polskich portów składa się wiele przyczyn. Jedną z nich jest niewątpliwie koncentracja zainteresowania organizatorów rejsów północną częścią Bałtyku – Kopenhagą, Sztokholmem, Helsinkami, Petersburgiem. Patrząc na mapę Bałtyku widać, że Gdynia i Gdańsk leżą nie bardzo po drodze pomiędzy tymi portami. Ale najatrakcyjniejszą dla operatorów i pasażerów rejsów destynacją na południowym Bałtyku jest …Berlin. Dlatego nowojorski ośrodek POT w czasie Cruise Shipping w Miami dokłada wszelkich starań, żeby przedstawić operatorom rejsów, że mało znany  im Szczecin leży znacznie bliżej Berlina niż Rostok, do którego wszystkie „berlińskie” statki dotąd zawijały.

Do góry